Znalazłem w końcu moment, żeby wrócić do tematyki
okołobizantyjskiej. Zacząłem od zachodnich sąsiadów Cesarstwa.
8. David Marshall Lang, Bułgarzy. Od czasów pogańskich do
podboju przez Turcję Osmańską, przeł.
Hanna Olędzka, Warszawa 1983 (z serii małej ceramowskiej)
Zacząłem od książki z tej samej serii, z której kilka lat temu
czytałem o Lapończykach. David Marshall Lang (zm. 1991) był brytyjskim kaukazologiem,
autorem prac m.in. o Gruzji i Armenii (dwie z nich nawet ukazały się już
wcześniej po polsku). Tematyką bułgarską zainteresował się na marginesie
głównej działalności, gdy w 1967 r. pojechał do Bułgarii studiować wpływ kulturowy
tamtejszej diaspory ormiańskiej. Kraj zafascynował go na tyle, że postanowił
napisać o nim książkę. Zastrzega się jednak, że ekspertem od Bułgarii nie jest,
więc jego praca może zawierać błędy.
Właściwie jest to niezłe dla początkujących kompendium wiedzy o
średniowiecznej Bułgarii. Mamy więc kolejno omówienie warunków geograficznych
tego kraju oraz różnych grup etnicznych, które pozostawiły na nim swoje piętno,
od Traków poczynając. Warto przypomnieć, że o ile dzisiejsi Bułgarzy są
Słowianami, dawni Protobułgarzy byli tureckim ludem koczowniczym, który przez
wieki przyczyniał Grekom bizantyjskim wiele bólu głowy, aż wreszcie jeden z
jego odłamów, pod wodzą Asparucha, postanowił się osiedlić na zeslawizowanych
Bałkanach i z czasem sam się zeslawizował.
Dalej następuje zarys historii Bułgarów – od czasów pogańskich,
przez chrzest Borysa i imperium Symeona, upadek pod purpurowym butem Bazylego
Bułgarobójcy i okres zależności od Bizancjum, a następnie odrodzenie
państwowości, car Kałojan, dynastia Asenidów… Kończy się na podboju przez
Turków Osmańskich. Kolejne rozdziały omawiają herezję bogomiłów oraz osiągnięcia
literatury (niemal wyłącznie religijnej) i architektury bułgarskiej. Trochę
miejsca poświęcono Cyrylowi i Metodemu oraz ich uczniom, pojawiają się tacy
apostołowie Bułgarii jak św. Kliment Ochrydzki czy św. Iwan Rilski.
Czyta się szybko, ale jako ktoś, kto już wcześniej miał do
czynienia z tematyką bizantyjsko-bałkańską, dostrzegam powierzchowność materii.
Autor hołduje przestarzałemu poglądowi, jakoby cyrylica była starsza od
głagolicy. Zaś opisując grupę etniczną Szopów, jakoby wywodzącą się od Pieczyngów,
cytuje pogląd jeszcze bardziej przestarzały: „są oni wyjątkowo odrażającej
rasy”, według historyka z lat dwudziestych. Takie sformułowania dziś byłyby nie
do pomyślenia. O Pomakach ma zaś Lang do powiedzenia, że „siłą nawróceni przez
Turków osmańskich stali się potem ich ślepym narzędziem w ciemiężeniu
chrześcijan”. Nikt z „bułgarskich przyjaciół i kolegów” najwyraźniej nie
uświadomił go, że za władzy ludowej to Pomacy stali się ciemiężeni. Słowa, że
„Bułgarzy, jako nacja, zawsze mieli opinię ludzi o zdrowym i heteroseksualnym
podejściu do życia”, można skomentować tylko w kontekście tego, że oskarżenia
bogomiłów o rozpasany homoseksualizm doprowadziły ongiś do urobienia od nazwy
Bułgarów obraźliwego określenia w paru językach zachodnich.
Można odnieść wrażenie, że nie tylko autor, ale i tłumaczka podeszła
do tematu powierzchownie. Przykładowo, greckie wyrazy i imiona występują niera
w brzmieniu zlatynizowanym, czego można się spodziewać w tekście
anglojęzycznym. Można przymknąć oko, że w czasach przedinternetowych turecka
orientalistka Emel Esin została przez polską tłumaczkę zmieniona w mężczyznę,
ale już tłumaczenie Book of Kells jako „Księga Celtów” jest trochę
kuriozem. Za to czy Gagauzów na „Gaugazów” przerobiła tłumaczka, czy sam autor,
można się jedynie domyślać.
Tekst ilustruje kilka map oraz dwie wklejki ze zdjęciami
czarno-białymi i jedna z kolorowymi – najwyraźniej z inicjatywy polskiego
wydawcy.
9. Stanczo Waklinow, Kultura starobułgarska (VI-XI w.), przeł. Katarzyna Wierzbicka, Warszawa 1984 (z serii dużej
ceramowskiej)
Od Anglika zajmującego się naukowo Armenią większe pojęcie o
Bułgarii miał z pewnością Bułgar. Tym bardziej, że archeolog Stanczo Waklinow należał
do Bułgarskiej Akademii Nauk, pełnił funkcję rektora uniwersytetu w Wielkim
Tyrnowie i w tymże mieście oraz w paru innych prowadził wykopaliska.
Oryginalny tytuł książki brzmiał właściwie Formowanie się
kultury starobułgarskiej, zatem omawia ona proces kształtowania się etnosu
bułgarskiego i jego kultury. O ile Lang był powierzchowny, to Waklinow
wręcz przeciwnie. Zaczyna sprawę niemalże od Adama i Ewy, a właściwie od
kultury przeworskiej (gdy mowa o Słowianach) i Hunów (gdy mowa o
Protobułgarach). Generalnie jest to książka archeologiczna ze wszystkimi tego wadami
i zaletami. W trakcie czytania można sobie wyobrazić archeologa jako coś
pośredniego między indiańskim tropicielem a Sherlockiem Holmesem, który
rekonstruuje migracje różnych ludów, stosunki między nimi i zmiany w trybie
życia na podstawie skorup znajdywanych w różnych warstwach. Najmniej ciekawe
jest w sumie pierwsze 100 stron, dotyczące wędrówek ludów i wymiany
kulturalnej, o których można wnioskować tylko pośrednio.
Sprawa się rozkręca, gdy pojawiają się już konkretne duże zabytki
do omówienia. Tak więc drobiazgowo scharakteryzowany został kompleks pałacu
chanów w Plisce, płaskorzeźba jeźdźca w Madarze, zabytki Presławia, a także
cmentarze i temu podobne. Prócz dużych zabytków przedstawiona jest też drobnica
w postaci naczyń, biżuterii, a także inskrypcji naskalnych (w czasach
pogańskich wykonywano je głównie po grecku).
Drugim ważnym etapem były czasy chrześcijańskie (IX-XI w.), o
których można już powiedzieć więcej konkretnego – pojawiają się zatem rozmaite
cerkwie budowane specjalnie w tym celu (w odróżnieniu od przerobionych świątyń
pogańskich). Centralą kultury i ogólnie państwa był Presław. Zabytki
starobułgarskie sięgają jednak także rumuńskiej dziś Dobrudży. W czasach
dominacji Presławia nastąpił generalny rozwój kultury starobułgarskiej, w tym
rzeźby. Kiedy wschodnia Bułgaria znalazła się pod panowaniem bizantyjskim,
ciężar kulturalny przeniósł się w takie miejsca jak Ochryda, położone dziś w
Północnej Macedonii. Ten okres został już jednak potraktowany całkiem skrótowo.
Tłumaczenie było dość porządne, natomiast konsultant naukowy,
Leszek Gajewski (archeolog z UMCS), dorzucił przypisy u dołu strony, korygując
niektóre stwierdzenia autora. Przypisy samego Waklinowa znajdują się na końcu
książki, a w części dotyczącej okresu chrześcijańskiego prowadzi w nich
częstokroć polemikę ze Stefanem Bojadżijewem.
Tekst zawiera 24 ryciny i 3 mapy, a na wkładkach znalazło się 19
ilustracji czarno-białych i 8 kolorowych (w tym dwie dublują się z książką
Langa). Zasadniczą wadą książki jest to, że zawiera za mało obrazków, przez co
trudno sobie nieraz wyobrazić opisywane tak drobiazgowo zabytki.
9,5. Timothy Dawson, Angus McBride, Bizantyjski piechur.
Cesarstwo Wschodniorzymskie ok. 900-1204,
przeł. Mateusz Fafiński, Oświęcim 2017 (Osprey Warrior nr 118))
Zainteresowanie wojskowością Bizancjum skierowało mnie ku wydanemu
u nas Ospreyowi na ten temat. Timothy Dawson jest bizantynistą i
rekonstruktorem, a więc specjalistą w tej dziedzinie (nawet na portalu Academia
ma zdjęcie profilowe w stroju z epoki), zaś 118. tom serii Warrior ukazał
się pierwotnie w roku 2006.
Okres 900-1204 jest atrakcyjny dla historyków bizantyjskiej
wojskowości. Są to czasy walecznego Bazylego II, przebiegłego Manuela Komnena,
tragicznego Romana Diogenesa, jak też Leona Filozofa i Konstantego
Porfirogenety, którzy zbyt waleczni nie byli, za to pozostawili dość
szczegółowe dzieła na temat armii cesarstwa. Podręczniki wojskowości pisali
zresztą nie tylko cesarze. Autor powołuje się na te dzieła, ale mimo wszystko w
wielu przypadkach dokonuje ekstrapolacji – dużo więcej wiadomo o armii jako
takiej niż o warunkach służby typowego żołnierza piechoty. Tym bardziej, że
służba w kawalerii była bardziej prestiżowa, a źródła nie zawsze stwierdzają
wyraźnie, o którym rodzaju broni mowa.
Tak czy inaczej, omówiona zostaje ogólna sytuacja Wschodniorzymu w
tym okresie, broń, uzbrojenie ochronne (w tym okresie popularne były
przeszywanice zamiast zbrój metalowych, a autorzy podręczników brali pod uwagę,
że armia może działać z ograniczonym budżetem). Wspomniano co nieco o
rekrutacji, szkoleniu, warunkach służby i doświadczeniu bitwy. Autor nie
zapomniał o wyżywieniu wojska, podrzucając nawet jeden przepis. Co się zaś
tyczy mentalności, to w Bizancjum zabicia przeciwnika na polu bitwy nie uważano
za moralnie odmienne od każdego innego zabójstwa, więc żołnierze poświęcali
wiele czasu na odprawianie pokuty.
W Ospreyu jak zwykle liczy się głównie warstwa ikonograficzna. Na
ilustracje czarno-białe składają się zdjęcia zabytków (twierdze bizantyjskie,
freski i inna ikonografia), jak i parę schematów poglądowych. Autor dodał też fotografie
z własnej praktyki, przedstawiające współczesne rekonstrukcje ubioru i zbroi, w
tym na sobie samym. Osiem tablic barwnych namalował niezrównany Angus McBride,
jednak był to już ostatni Osprey, jakiego zrealizował przed śmiercią w 2007 r.,
i widać trochę spadek formy: mniej wyraziste linie, mniejsza szczegółowość, w
dodatku na żadnej z plansz nie ma jego trademarkowych ptaków w tle. Są to trzy
wizerunki piechurów z poszczególnych okresów oraz pięć sytuacji, w których
mogli się znaleźć. Ilustracja przedstawiająca obrońców obleganej twierdzy
zawiera hipotetyczną rekonstrukcję miotacza ognia greckiego, który kojarzy mi
się z saturatorem.
Tłumaczenie jest w porządku, chociaż zdarzają się potknięcia typu
„kontynuował dalej”, a bułgarskie Tyrnowo widnieje na mapie jako „Trnovo”,
przynajmniej dobrze, że nie Tarnobrzeg.
10. Michaił Capienko, Sofia, Tyrnowo, Płowdiw, przeł. Irena Maryniakowa,
Warszawa 1983 (z serii Artystyczne stolice świata)
Teraz skok w nieco nowsze dzieje Bułgarii. Ukraińsko-radziecki
historyk sztuki – oprócz Bułgarii zajmujący się przede wszystkim architekturą
Ukrainy, a szczególnie Połtawszczyzny – wydał pierwotnie książkę w serii Goroda
i muziei mira, po czym, wraz z kilkoma innymi pozycjami z tej samej,
ukazała się po polsku w ramach kieszonkowej serii wydawnictwa Arkady.
O ile Waklinow był mocno specjalistyczny, to Capienko ma bardzo
lekkie pióro i kieruje swój wywód do czytelnika popularnego – stąd np. sporo
zachwytów nad przyrodą. Czyta się to generalnie jak przewodnik, bardzo szybko,
tym bardziej, że zawiera sporo obrazków. Co prawda odczuwa się pewne
skrzywienie ideologiczne (ten zachwyt nad dymiącymi kominami!), ale
podejrzewam, że bez tego książka nie mogłaby się ukazać w Sawieckim Sajuzie.
Najwięcej miejsca poświęcono Sofii – przedstawione zostały
najważniejsze budynki w centrum, a szczególnie wyróżniono zabytki najstarsze,
jako to cerkiew Jerzego i sobór Sofii. Dalej przechodzi autor do omówienia
zbiorów muzealnych. Przy tej okazji przeprowadza jakby krótki zarys kultury
bułgarskiej, od Traków, przez średniowieczne carstwo, po okres odrodzenia
narodowego w XIX wieku. W okolicach Sofii omówiony jest Rilski Monastyr i parę
innych miejsc.
Rozdział o Tyrnowie zawiera dygresję o bułgarskim snycerstwie, a
poza samym Tyrnowem omówione są pozostałe dawne stolice – Madara, Pliska i
Presław, a także okolice. Podobnie rozdział o Pulpudewie, znaczy Płowdiwie,
zahacza o Starą Zagorę, Kazanłyk ze słynnym trackim grobowcem i Asenowgrad.
Ikonografia nie zawodzi, chociaż w większości jest czarno-biała,
poza jedną wklejką. W pewnym stopniu nawet uzupełnia Waklinowa, bo znalazł się
model Wielkiej Bazyliki w Plisce, którego w tamtej książce zabrakło. Z nowszych
budynków pojawił się hotel „Riła” i gmach KC – dziś siedziba Zgromadzenia
Narodowego. Są też przykłady zabytków sztuki użytkowej i XIX-wiecznego
malarstwa, jak również rzeźbione detale z ikonostasów. Podobnie jak w dwóch
wyżej omówionych książkach, nie zabrakło fotografii Jeźdźca z Madary,
ale w tym przypadku jest ona najbardziej niewyraźna.







