wtorek, 14 kwietnia 2026

U potomków Asparucha (z frontu czytelniczego, 2/2026)

 

Znalazłem w końcu moment, żeby wrócić do tematyki okołobizantyjskiej. Zacząłem od zachodnich sąsiadów Cesarstwa.

 

8. David Marshall Lang, Bułgarzy. Od czasów pogańskich do podboju przez Turcję Osmańską, przeł. Hanna Olędzka, Warszawa 1983 (z serii małej ceramowskiej)

Zacząłem od książki z tej samej serii, z której kilka lat temu czytałem o Lapończykach. David Marshall Lang (zm. 1991) był brytyjskim kaukazologiem, autorem prac m.in. o Gruzji i Armenii (dwie z nich nawet ukazały się już wcześniej po polsku). Tematyką bułgarską zainteresował się na marginesie głównej działalności, gdy w 1967 r. pojechał do Bułgarii studiować wpływ kulturowy tamtejszej diaspory ormiańskiej. Kraj zafascynował go na tyle, że postanowił napisać o nim książkę. Zastrzega się jednak, że ekspertem od Bułgarii nie jest, więc jego praca może zawierać błędy.

Właściwie jest to niezłe dla początkujących kompendium wiedzy o średniowiecznej Bułgarii. Mamy więc kolejno omówienie warunków geograficznych tego kraju oraz różnych grup etnicznych, które pozostawiły na nim swoje piętno, od Traków poczynając. Warto przypomnieć, że o ile dzisiejsi Bułgarzy są Słowianami, dawni Protobułgarzy byli tureckim ludem koczowniczym, który przez wieki przyczyniał Grekom bizantyjskim wiele bólu głowy, aż wreszcie jeden z jego odłamów, pod wodzą Asparucha, postanowił się osiedlić na zeslawizowanych Bałkanach i z czasem sam się zeslawizował.

Dalej następuje zarys historii Bułgarów – od czasów pogańskich, przez chrzest Borysa i imperium Symeona, upadek pod purpurowym butem Bazylego Bułgarobójcy i okres zależności od Bizancjum, a następnie odrodzenie państwowości, car Kałojan, dynastia Asenidów… Kończy się na podboju przez Turków Osmańskich. Kolejne rozdziały omawiają herezję bogomiłów oraz osiągnięcia literatury (niemal wyłącznie religijnej) i architektury bułgarskiej. Trochę miejsca poświęcono Cyrylowi i Metodemu oraz ich uczniom, pojawiają się tacy apostołowie Bułgarii jak św. Kliment Ochrydzki czy św. Iwan Rilski.

Czyta się szybko, ale jako ktoś, kto już wcześniej miał do czynienia z tematyką bizantyjsko-bałkańską, dostrzegam powierzchowność materii. Autor hołduje przestarzałemu poglądowi, jakoby cyrylica była starsza od głagolicy. Zaś opisując grupę etniczną Szopów, jakoby wywodzącą się od Pieczyngów, cytuje pogląd jeszcze bardziej przestarzały: „są oni wyjątkowo odrażającej rasy”, według historyka z lat dwudziestych. Takie sformułowania dziś byłyby nie do pomyślenia. O Pomakach ma zaś Lang do powiedzenia, że „siłą nawróceni przez Turków osmańskich stali się potem ich ślepym narzędziem w ciemiężeniu chrześcijan”. Nikt z „bułgarskich przyjaciół i kolegów” najwyraźniej nie uświadomił go, że za władzy ludowej to Pomacy stali się ciemiężeni. Słowa, że „Bułgarzy, jako nacja, zawsze mieli opinię ludzi o zdrowym i heteroseksualnym podejściu do życia”, można skomentować tylko w kontekście tego, że oskarżenia bogomiłów o rozpasany homoseksualizm doprowadziły ongiś do urobienia od nazwy Bułgarów obraźliwego określenia w paru językach zachodnich.

Można odnieść wrażenie, że nie tylko autor, ale i tłumaczka podeszła do tematu powierzchownie. Przykładowo, greckie wyrazy i imiona występują niera w brzmieniu zlatynizowanym, czego można się spodziewać w tekście anglojęzycznym. Można przymknąć oko, że w czasach przedinternetowych turecka orientalistka Emel Esin została przez polską tłumaczkę zmieniona w mężczyznę, ale już tłumaczenie Book of Kells jako „Księga Celtów” jest trochę kuriozem. Za to czy Gagauzów na „Gaugazów” przerobiła tłumaczka, czy sam autor, można się jedynie domyślać.

Tekst ilustruje kilka map oraz dwie wklejki ze zdjęciami czarno-białymi i jedna z kolorowymi – najwyraźniej z inicjatywy polskiego wydawcy.

 

9. Stanczo Waklinow, Kultura starobułgarska (VI-XI w.), przeł. Katarzyna Wierzbicka, Warszawa 1984 (z serii dużej ceramowskiej)

Od Anglika zajmującego się naukowo Armenią większe pojęcie o Bułgarii miał z pewnością Bułgar. Tym bardziej, że archeolog Stanczo Waklinow należał do Bułgarskiej Akademii Nauk, pełnił funkcję rektora uniwersytetu w Wielkim Tyrnowie i w tymże mieście oraz w paru innych prowadził wykopaliska.

Oryginalny tytuł książki brzmiał właściwie Formowanie się kultury starobułgarskiej, zatem omawia ona proces kształtowania się etnosu bułgarskiego i jego kultury. O ile Lang był powierzchowny, to Waklinow wręcz przeciwnie. Zaczyna sprawę niemalże od Adama i Ewy, a właściwie od kultury przeworskiej (gdy mowa o Słowianach) i Hunów (gdy mowa o Protobułgarach). Generalnie jest to książka archeologiczna ze wszystkimi tego wadami i zaletami. W trakcie czytania można sobie wyobrazić archeologa jako coś pośredniego między indiańskim tropicielem a Sherlockiem Holmesem, który rekonstruuje migracje różnych ludów, stosunki między nimi i zmiany w trybie życia na podstawie skorup znajdywanych w różnych warstwach. Najmniej ciekawe jest w sumie pierwsze 100 stron, dotyczące wędrówek ludów i wymiany kulturalnej, o których można wnioskować tylko pośrednio.

Sprawa się rozkręca, gdy pojawiają się już konkretne duże zabytki do omówienia. Tak więc drobiazgowo scharakteryzowany został kompleks pałacu chanów w Plisce, płaskorzeźba jeźdźca w Madarze, zabytki Presławia, a także cmentarze i temu podobne. Prócz dużych zabytków przedstawiona jest też drobnica w postaci naczyń, biżuterii, a także inskrypcji naskalnych (w czasach pogańskich wykonywano je głównie po grecku).

Drugim ważnym etapem były czasy chrześcijańskie (IX-XI w.), o których można już powiedzieć więcej konkretnego – pojawiają się zatem rozmaite cerkwie budowane specjalnie w tym celu (w odróżnieniu od przerobionych świątyń pogańskich). Centralą kultury i ogólnie państwa był Presław. Zabytki starobułgarskie sięgają jednak także rumuńskiej dziś Dobrudży. W czasach dominacji Presławia nastąpił generalny rozwój kultury starobułgarskiej, w tym rzeźby. Kiedy wschodnia Bułgaria znalazła się pod panowaniem bizantyjskim, ciężar kulturalny przeniósł się w takie miejsca jak Ochryda, położone dziś w Północnej Macedonii. Ten okres został już jednak potraktowany całkiem skrótowo.

Tłumaczenie było dość porządne, natomiast konsultant naukowy, Leszek Gajewski (archeolog z UMCS), dorzucił przypisy u dołu strony, korygując niektóre stwierdzenia autora. Przypisy samego Waklinowa znajdują się na końcu książki, a w części dotyczącej okresu chrześcijańskiego prowadzi w nich częstokroć polemikę ze Stefanem Bojadżijewem.

Tekst zawiera 24 ryciny i 3 mapy, a na wkładkach znalazło się 19 ilustracji czarno-białych i 8 kolorowych (w tym dwie dublują się z książką Langa). Zasadniczą wadą książki jest to, że zawiera za mało obrazków, przez co trudno sobie nieraz wyobrazić opisywane tak drobiazgowo zabytki.

 

9,5. Timothy Dawson, Angus McBride, Bizantyjski piechur.
Cesarstwo Wschodniorzymskie ok. 900-1204
,
przeł. Mateusz Fafiński,  Oświęcim 2017 (Osprey Warrior nr 118))

Zainteresowanie wojskowością Bizancjum skierowało mnie ku wydanemu u nas Ospreyowi na ten temat. Timothy Dawson jest bizantynistą i rekonstruktorem, a więc specjalistą w tej dziedzinie (nawet na portalu Academia ma zdjęcie profilowe w stroju z epoki), zaś 118. tom serii Warrior ukazał się pierwotnie w roku 2006.

Okres 900-1204 jest atrakcyjny dla historyków bizantyjskiej wojskowości. Są to czasy walecznego Bazylego II, przebiegłego Manuela Komnena, tragicznego Romana Diogenesa, jak też Leona Filozofa i Konstantego Porfirogenety, którzy zbyt waleczni nie byli, za to pozostawili dość szczegółowe dzieła na temat armii cesarstwa. Podręczniki wojskowości pisali zresztą nie tylko cesarze. Autor powołuje się na te dzieła, ale mimo wszystko w wielu przypadkach dokonuje ekstrapolacji – dużo więcej wiadomo o armii jako takiej niż o warunkach służby typowego żołnierza piechoty. Tym bardziej, że służba w kawalerii była bardziej prestiżowa, a źródła nie zawsze stwierdzają wyraźnie, o którym rodzaju broni mowa.

Tak czy inaczej, omówiona zostaje ogólna sytuacja Wschodniorzymu w tym okresie, broń, uzbrojenie ochronne (w tym okresie popularne były przeszywanice zamiast zbrój metalowych, a autorzy podręczników brali pod uwagę, że armia może działać z ograniczonym budżetem). Wspomniano co nieco o rekrutacji, szkoleniu, warunkach służby i doświadczeniu bitwy. Autor nie zapomniał o wyżywieniu wojska, podrzucając nawet jeden przepis. Co się zaś tyczy mentalności, to w Bizancjum zabicia przeciwnika na polu bitwy nie uważano za moralnie odmienne od każdego innego zabójstwa, więc żołnierze poświęcali wiele czasu na odprawianie pokuty.

W Ospreyu jak zwykle liczy się głównie warstwa ikonograficzna. Na ilustracje czarno-białe składają się zdjęcia zabytków (twierdze bizantyjskie, freski i inna ikonografia), jak i parę schematów poglądowych. Autor dodał też fotografie z własnej praktyki, przedstawiające współczesne rekonstrukcje ubioru i zbroi, w tym na sobie samym. Osiem tablic barwnych namalował niezrównany Angus McBride, jednak był to już ostatni Osprey, jakiego zrealizował przed śmiercią w 2007 r., i widać trochę spadek formy: mniej wyraziste linie, mniejsza szczegółowość, w dodatku na żadnej z plansz nie ma jego trademarkowych ptaków w tle. Są to trzy wizerunki piechurów z poszczególnych okresów oraz pięć sytuacji, w których mogli się znaleźć. Ilustracja przedstawiająca obrońców obleganej twierdzy zawiera hipotetyczną rekonstrukcję miotacza ognia greckiego, który kojarzy mi się z saturatorem.

Tłumaczenie jest w porządku, chociaż zdarzają się potknięcia typu „kontynuował dalej”, a bułgarskie Tyrnowo widnieje na mapie jako „Trnovo”, przynajmniej dobrze, że nie Tarnobrzeg.

 

10. Michaił Capienko, Sofia, Tyrnowo, Płowdiw, przeł. Irena Maryniakowa,
Warszawa 1983 (z serii Artystyczne stolice świata)

Teraz skok w nieco nowsze dzieje Bułgarii. Ukraińsko-radziecki historyk sztuki – oprócz Bułgarii zajmujący się przede wszystkim architekturą Ukrainy, a szczególnie Połtawszczyzny – wydał pierwotnie książkę w serii Goroda i muziei mira, po czym, wraz z kilkoma innymi pozycjami z tej samej, ukazała się po polsku w ramach kieszonkowej serii wydawnictwa Arkady.

O ile Waklinow był mocno specjalistyczny, to Capienko ma bardzo lekkie pióro i kieruje swój wywód do czytelnika popularnego – stąd np. sporo zachwytów nad przyrodą. Czyta się to generalnie jak przewodnik, bardzo szybko, tym bardziej, że zawiera sporo obrazków. Co prawda odczuwa się pewne skrzywienie ideologiczne (ten zachwyt nad dymiącymi kominami!), ale podejrzewam, że bez tego książka nie mogłaby się ukazać w Sawieckim Sajuzie.

Najwięcej miejsca poświęcono Sofii – przedstawione zostały najważniejsze budynki w centrum, a szczególnie wyróżniono zabytki najstarsze, jako to cerkiew Jerzego i sobór Sofii. Dalej przechodzi autor do omówienia zbiorów muzealnych. Przy tej okazji przeprowadza jakby krótki zarys kultury bułgarskiej, od Traków, przez średniowieczne carstwo, po okres odrodzenia narodowego w XIX wieku. W okolicach Sofii omówiony jest Rilski Monastyr i parę innych miejsc.

Rozdział o Tyrnowie zawiera dygresję o bułgarskim snycerstwie, a poza samym Tyrnowem omówione są pozostałe dawne stolice – Madara, Pliska i Presław, a także okolice. Podobnie rozdział o Pulpudewie, znaczy Płowdiwie, zahacza o Starą Zagorę, Kazanłyk ze słynnym trackim grobowcem i Asenowgrad.

Ikonografia nie zawodzi, chociaż w większości jest czarno-biała, poza jedną wklejką. W pewnym stopniu nawet uzupełnia Waklinowa, bo znalazł się model Wielkiej Bazyliki w Plisce, którego w tamtej książce zabrakło. Z nowszych budynków pojawił się hotel „Riła” i gmach KC – dziś siedziba Zgromadzenia Narodowego. Są też przykłady zabytków sztuki użytkowej i XIX-wiecznego malarstwa, jak również rzeźbione detale z ikonostasów. Podobnie jak w dwóch wyżej omówionych książkach, nie zabrakło fotografii Jeźdźca z Madary, ale w tym przypadku jest ona najbardziej niewyraźna.