W czasach licealnych pochłonąłem nieco XIX-wiecznej klasyki
francuskiej – co prawda nie wszystko zapamiętałem. Tego roku pozwoliłem sobie
na niewielki powrót do korzeni, sięgając jednak też i do XX wieku. Do tego
dorzuciłem dwóch frankofońskich pisarzy z byłych kolonii w Afryce.
24. Guy de Maupassant, Baryłeczka, przeł. Róża Czekańska-Heymanowa, Krystyna Dolatowska, Jadwiga
Dmochowska, Warszawa 1970
(z serii „Koliber”)
Guy de Maupassant należał do najważniejszych pisarzy francuskich okresu
III Republiki, a już szczególnie w dziedzinie krótkich form. Umierając w wieku
43 lat, protegowany Flauberta miał na koncie około 300 nowel i opowiadań oraz
kilka powieści. Na razie wchłonąłem sześć.
Niewielka książeczka (tzw. „mały Koliber”) zawiera utwory zaczerpnięte
z wcześniejszego zbioru Nowele wybrane. Pierwsza i najważniejsza jest
oczywiście opublikowana w 1880 r. Baryłeczka, dzięki której Maupassant zdobył
szerszy rozgłos. Opowiada ona historię z końcowego okresu wojny
francusko-pruskiej. Grupa ludzi z różnych grup społecznych ówczesnej Francji
jedzie dyliżansem przez śniegi z Rouen do Hawru, aby uniknąć pruskiej okupacji.
Jest wśród nich tytułowa Baryłeczka – pulchna kobieta lekkich obyczajów. Na
drodze czeka pasażerów nieprzewidziany postój, podczas którego okaże się, że przedstawicielka
tak pogardzanej profesji stoi na znacznie wyższym poziomie moralnym niż tak
zwane przyzwoite towarzystwo.
W zbiorze znajdują się jeszcze dwie nowele dłuższe i trzy krótsze.
Paryska przygoda mówi o kobiecie z prowincji, która tyle się naczytała o
tym, jak pełnym zepsucia, bezwstydu i grzechu miastem jest Paryż, że w końcu
tam pojechała, żeby sama się przekonać.
Pojawia się tematyka chłopska z rodzinnej dla autora Normandii.
Krótsza Martinka to studium wiejskiego zakochania, zawodu i harmonijnego
odkochania. Tytułowy bohater dłuższej noweli Ojciec Amable to uparty
starzec, który sprzeciwia się małżeństwu syna z panną z dzieckiem, nie ze
względów moralnych, a z czystego skąpstwa. Wreszcie Clochette i Panna
Perełka eksplorują motyw z dawna minionych przygód i namiętności
niepozornych starych panien.
Po pierwszym kontakcie z Maupassantem trudno mi odmówić mu talentu
do utworów krótkich i konkretnych, do zarysowywania postaci kilkoma zdaniami,
wreszcie do krytykowania obyczajowości opartej na pozorach i konwenansach.
25. Guy de Maupassant, Iwetta, przeł. Eligia Bąkowska, Warszawa 1976 (z serii „Koliber”)
Idąc za ciosem, chwyciłem jeszcze jeden utwór Maupassanta, właściwie
minipowieść, wydaną pierwotnie w 1886 r., a w Polsce – jako tzw. „duży
Koliber”.
Tytułowa Iwetta jest osiemnastoletnią córką pani Obardi,
tytułującej się margrabiną, a prowadzącej bardzo podejrzany dom, gdzie spotyka
się towarzystwo wątpliwej konduity. Do jej gości należą dwaj młodzi paryżanie –
de Servigny i jego przyjaciel Saval. O ile ten drugi szybko wpada w oko
gospodyni, to pierwszy stawia sobie za cel zdobycie jej córki, której zresztą
nie potrafi rozszyfrować.
Skoro mówimy o rozpuście, to jasne, że dochodzi do obnażenia. Mianowicie,
obnażona zostaje hipokryzja. Mężczyźni odwiedzający panią Obardi wiedzą, że
jest ona kurtyzaną, a nie margrabiną, równie dobrze, jak ona sama wie, że żadni
z nich książęta i baronowie – a jednak wszyscy podtrzymują pozory. Tylko
Iwetta, znająca życie co najwyżej z lektury licznych romansów, widzi i
przyjmuje za dobrą monetę same dekoracje, nie dostrzegając prawdy – zaś panowie
pokroju de Servigny’ego przyjmują za pewnik, że ona też uczestniczy w
lakierowaniu rzeczywistości, jak oni. Dopiero w pewnym momencie coś zaczyna pękać
w tej iluzji.
Pierwsza połowa utworu przedstawia sytuację z perspektywy obu
panów, natomiast w drugiej widzimy już ją z punktu widzenia Iwetty i częściowo
jej matki. Dziewczyna jest co prawda bardzo naiwna i egzaltowana, ale przecież
ludzie w tym wieku tak mają. Co prawda opis odlotu (spoiler: Iwetta próbowała popełnić
samobójstwo, ale tylko się odurzyła) wydaje się trochę przeciągnięty.
26. Marcel Aymé, Przechodzimur. Opowiadania, przeł. Maria Ochab,
Warszawa 1979 (z serii „Koliber”)
Teraz autor francuski nieco nowszy, znany m.in. z Zielonej
kobyły oraz literatury dla dzieci, np. Opowieści kota ze starej wierzby.
Ten Koliber nie jest antologią dobraną przez polskiego wydawcę: Maria Ochab
(córka Edwarda) przełożyła na pożytek krajowy cały zbiór opowiadań Przechodzimur,
wydany przez Aymé w 1943 r.
Są to utwory w większości
surrealistyczno-fantastyczne, większość opiera się na eksploatacji jakiegoś
fantastycznego haczyka. W tytułowym opowiadaniu drobny urzędnik stwierdza u
siebie umiejętność przechodzenia przez mury (której uzasadnieniem jest
absurdalna diagnoza lekarska) i wykorzystuje ją dla własnej rozrywki. Podobnie
tytułowa bohaterka Sabinek wzbogaca swoje życie miłosne i nie tylko
dzięki zdolności przebywania w wielu miejscach równocześnie. Do moich
ulubionych należy Karta, utrzymana w konwencji pamiętnika: ze względów
oszczędnościowych wprowadza się comiesięczne kartki na egzystencję dla osób
mniej wartościowych dla społeczeństwa, co prowadzi do szeregu tragikomicznych
zawirowań.
Bohaterami są przeważnie drobni urzędnicy albo artyści
niezbyt udani, za to przekonani o swoim geniuszu. Na ogół pochodzą z
Montmartre, ale czasem również z prowincji. Tytułowy bohater Poborcy żon doprowadza
do ekstremum rozdarcie wewnętrzne między naturą poborcy podatkowego i
podatnika. Mamy także opowiadanie Komornik, dotyczące trudności, jakie
przedstawiciel tytułowego zawodu ma z dostaniem się do nieba. Jednakże Legenda
połdawska wskazuje, że również bycie starą dewotką nie daje na to
gwarancji, zwłaszcza w czasie wojny.
O właśnie, wojna: kiedy Aymé publikował swój zbiór, jeszcze się nie skończyła i
nie wiadomo było, jak długo potrwa. Dekret wyraża przekonanie, że w 1959
będzie już po wszystkim. W opowiadaniu tym doprowadza się do ekstremum zjawisko
zmiany czasu z zimowego na letni i administracyjnie przesuwa się czas o 17 lat.
Główny bohater nagle ma za sobą życie dłuższe i bogatsze niż przedtem, ale
nieoczekiwanie trafia do gminy, dokąd dekret o zmianie czasu nie dotarł i
ciągle trwa okupacja.
Wszystko to całkiem zabawne, z wyjątkiem ostatniego
opowiadania Czekając, w którym wojna trwa do 1972 roku. Są to po prostu
wypowiedzi – krótsze i dłuższe – kilkanaściorga osób stojących w kolejce, a
każda opowiada smutną historię swojego życia pod okupacją.
27. Sembène Ousmane, Xala, przeł.
Czesława Żuławska, Warszawa 1978
Dla odmiany coś z Senegalu. Głównym bohaterem tej powieści jest El
Hadżi Abdu Kader Bej, rzutki przedsiębiorca, zamożny i ustosunkowany,
balansujący między tradycją a rzeczywistością. Poznajemy go w chwili, gdy ma
się żenić po raz trzeci, co będzie wyraźną oznaką awansu społecznego. Noc
poślubna nie przebiega jednak satysfakcjonująco, a El Hadżi podejrzewa, że jego
niemoc (tytułowa xala) jest skutkiem rzuconego uroku.
Przypadłość El Hadżiego staje się tajemnicą poliszynela, zmusza go
do przeciwdziałania i budzi zadrażnienia w życiu rodzinnym. Utrzymywał bowiem
do tej pory dwie rodziny – z pierwszą żoną Adżą Awą Astu, uległą i akuratną
konwertytką na islam, oraz drugą, Umi N’Doye, temperamentną i hołdującą
najnowszym modom z Zachodu (a sam przeważnie spędzał czas w biurze).
Paradoksalnie, trzecia żona N’Gone, z której poślubienia wynikł cały problem,
ma w całej powieści niewiele do powiedzenia. Jej rzeczniczką jest ciotka Yay
Bineta, niedarząca pana młodego specjalną sympatią.
W krótkim utworze autor barwnie, a czasem naturalistycznie
przedstawia senegalską rzeczywistość: stołeczny Dakar i odległe wioski, życie
ponad stan i wiarę w czary. El Hadżi jest przedstawicielem nowego,
afrykańskiego biznesu, który napędza gospodarkę niepodległego kraju, ale zarazem
nie może się wyzbyć imitowania stylu życia białych. Z treści nie wynika
jednoznacznie, czy na jego impotencję faktycznie miał wpływ urok i odczynianie
go przez marabutów lub innych tradycyjnych wołchwów, ale staje się jasne, że
xala jest symptomem szerszego problemu.
W kwestii personaliów autora istnieje pewne zamieszanie: czasem
występuje jako Sembène Ousmane, czasem jako Ousmane Sembène, czasami z akcentem, czasami bez. Wydaje
się, że zmarły w 2007 pisarz sam na przestrzeni lat stosował różne wersje.
Pewne jest tylko to, że Sembene (w ostatnich latach wolał bez akcentu) to nazwisko, a Ousmane –
imię (po naszemu Osman). Nazwisko przed imieniem to tradycyjny porządek
senegalski, odwrotna kolejność to wpływ kolonialnej administracji francuskiej.
Błędem jest więc umieszczenie przez wydawcę na stronie tytułowej samego
„Ousmane”.
Autor był zarazem reżyserem – nazywa się go nawet „ojcem
afrykańskiego kina” – i sam zekranizował Xalę w roku 1975. W Polsce film
był wyświetlany pod bardziej zrozumiałym tytułem Niemoc.
28. Mouloud Feraoun, Syn biedaka, przeł. Jerzy Pański, Warszawa 1972
Tym razem trafiamy do Algierii, jeszcze pod panowaniem francuskim.
Mouloud Feraoun, z pochodzenia Kabyl, z zawodu nauczyciel, został wraz z grupą
innych działaczy oświatowych zamordowany przez ekstremistów z Organizacji
Sekretnej Armii w marcu 1962, na kilka dni przed podpisaniem porozumienia
kończącego wojnę algierską.
Syn biedaka to debiut autora, opowieść o
charakterze autobiograficznym, wydana pierwotnie w roku 1950. Głównym bohaterem
jest Menrad Furulu (anagram od „Mulud Feraun”), chłopiec z ubogiej kabylskiej
wioski. Pierwsza część książki ma formę pierwszoosobowej gawędy o jego dzieciństwie
– jakoby memuarów, które pisał do szuflady. Feraoun wyraziście przedstawia
proste życie wieśniaków z Kabylii: ciężką pracę, ulubione ciotki, animozje
rodzinne i klanowe, pierwsze dni w szkole… Druga część spogląda na Furulu z
perspektywy narratora abstrakcyjnego i jest to już – po rodzinnej tragedii –
wejście w dojrzewanie, co dla ówczesnych Kabylów oznaczało kontakt z kulturą
francuską. Aby wyrwać się z biedy, chłopak przykłada się do nauki i wyjeżdża do
szkoły; jego ojciec natomiast w obliczu nędzy jedzie zarabiać do Paryża.
Jest to realistyczny, nieupiększony obraz życia ubogich
Algierczyków, niepozbawiony w narracji zarówno pewnej ironii, jak i
refleksyjności.
29. François Mauriac, Teresa Desqueyroux, przeł. Maria Wańkowiczowa,
Warszawa 1974 (seria „Koliber”)
Powrót do Francji – tym razem nie do północnych departamentów, a na
surowe wrzosowiska departamentu Landes nad Atlantykiem. Teresa Desqueyroux ukazała się po raz
pierwszy w roku 1927.
Tytułową bohaterkę poznajemy, gdy wychodzi na wolność po procesie,
w którym oskarżono ją o próbę otrucia męża. Sprawa została umorzona i
zatuszowana, ponieważ ojciec Teresy jest osobą publiczną i zamierza startować
do senatu, więc nie życzy sobie skandalu. Teraz kobieta musi wrócić do męża i jakoś
żyć dalej, zachowując pozory. W trakcie podróży nachodzą ją refleksje nad przeszłością.
Narracja przechodzi z abstrakcyjnej w konkretną (o charakterze
monologów wewnętrznych), z czasu przeszłego w teraźniejszy, ma też charakter
niechronologiczny: podróż Teresy z aresztu do domu przeplatają retrospekcje z
wcześniejszego życia. Oddaje to w jakimś stopniu skomplikowany stan ducha
bohaterki.
Przede wszystkim jest to historia o kobiecie wyrastającej ponad
swoje otoczenie – „strasznych mieszczan” o nieciekawych rozrywkach, wśród
których panuje zwyczaj wymazywania z pamięci krewnych, co nie pasują do normy. Nieszczęśliwe
małżeństwo, prymitywny mąż, ogólna obsesja na punkcie wizerunku w oczach sąsiadów
– wszystko to dla Teresy niewidzialne więzienie. Spotkanie z jednym jedynym w
okolicy człowiekiem o porównywalnym formacie intelektualnym tylko zaostrza jej
apetyt na inne życie.
Dlaczego właściwie Teresa chciała otruć męża, to nie jest jednoznaczne
– sama przyznaje, że wynikło to z szeregu różnych przyczyn. Wgląd w myśli Bernarda
mamy w późniejszych fragmentach książki, opisujących życie Teresy po powrocie
do domu, i przekonujemy się, że istotnie jest on bucem. W tle pojawia się Anna,
najlepsza przyjaciółka Teresy i przyrodnia siostra Bernarda – jako przykład
kobiety, którą duszne środowisko złamało.
Trafił mi się egzemplarz wybrakowany: na okładce, prócz wizerunku
kobiety, widnieje spis poprzednich „Kolibrów”, natomiast tytuł, autor, logo
serii i usta tejże kobiety znalazły się po wewnętrznej stronie tylnej okładki.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz