niedziela, 28 kwietnia 2013

Z budowy drogi

Niektórzy twierdzą, że w Polsce nie buduje się dróg. Jestem innego zdania.
Miałem ja z okna widok na kawałek łąki, gdzie można było z okolicznych bloków wyjść na spacer albo wyprowadzić psa. Od czasu do czasu ktoś po(d)palał trawę za garażami i przyjeżdżała straż pożarna.  
Teraz mam widok z okna na dwupasmową drogę, co oznacza, między innymi, że gdyby zachciało mi się wybrać do pobliskiego lasku, to musiałbym nadłożyć spory kawałek. Drogę dopiero budują, jeszcze nie zaczął się ani ruch, ani związany z nim hałas, ale na spacer w dalszym ciągu jeszcze można wyjść, a nawet przetestować nową nawierzchnię, jadąc na kole.


Tak wyglądał kanion świeżo wykopany, rok temu.

 Zimą nowa ulica przydała się także miłośnikom sportów zimowych.


 A tu dwa zdjęcia prawie tapetowe. 

Bardzo mała burza piaskowa.

I do tego jeszcze autoportret deczko postapokaliptyczny:

czwartek, 24 stycznia 2013

Tureckie klymata


Jestem raczej domatorem, ale czasem się gdzieś wybiorę. To prawda, że podróże kształcą, o ile nie ma się klapek na oczach. Wyjazdy z biurami podróży mają to do siebie, że często nie ma dość czasu, żeby się przyjrzeć rzeczywistości danego miejsca. Biegniemy od jednej atrakcji turystycznej do drugiej, słuchamy tego, co ma do powiedzenia przewodnik… Notabene muszę przyznać, że w mojej niezbyt bogatej karierze podróżniczej tylko jedna pani spośród wszystkich przewodników i pilotów nie wywołała we mnie Gramatycznego Nazisty albo poczucia, że na pewnych sprawach znam się lepiej.
Atrakcje atrakcjami, ale w wyjazdach w obce kraje (ale i w odległe fragmenta Polski) najbardziej lubię coś, co nazywam „chłonięciem klimatu”. Idę i obserwuję codzienne życie mieszkańców, architekturę, media, sklepy…
Parę lat temu zdarzyło mi się wybrać z popularnym biurem podróży do Turcji. Mógłbym tu teraz wrzucić spektakularne fotki: meczet Hagia Sophia, mury Troi, kamienne kształty Kapadocji, nabrzeże Bosforu w Carogrodzie, wapienne tarasy Pamukkale, siebie samego na wielbłądzie ­– krótko mówiąc, fotki, które wszyscy wrzucają. Ale nie mam zamiaru iść na łatwiznę.

Koczownictwo ma się dobrze: obozowisko robotników sezonowych na obrzeżu miasta.

Gmach Unii Republik Tureckich w Carogrodzie. Trzecia od lewej – flaga Cypru Północnego, państwa uznawanego tylko przez Turcję.

Na egejskiej plaży nie dziwi widok prawowiernych muzułmanek kąpiących się w kostiumach, które zakrywają całe ciało. Tym trochę mniej prawowiernym wystarcza letnia bluzka i spódnica.

Budynek telewizji tureckiej, Carogród

Stragany z „naturalną viagrą” spotykało się na szlaku turystycznym co jakiś czas. 

Turcy są bardzo przywiązani do swojej armii. Pomniki upamiętniające walki żołnierzy tureckich w I wojnie światowej i w późniejszej wojnie grecko-tureckiej spotyka się równie często, jak u nas pomniki papieża, których w Turcji nie ma prawie wcale.

W każdym zajeździe przydrożnym pracuje facet, który myje pojazdy szlauchem i szczotką. Łatwo go poznać po pomarańczowych gumowcach.

Z okna pokoju hotelowego w Pamukkale widać było słynne białe tarasy, ale na pierwszym planie rzucała się w oczy buda sklepowa przyozdobiona logiem popularnego tureckiego piwa. Wieczorem, gdy siedziałem na balkonie czytając którąś trylogię Mercedes Lackey, miałem okazję obserwować nocne życie Pamukkale: a to jakiś „easy rider” przejechał na traktorze, a to dwaj koledzy spotkali się idąc z naprzeciwka i rozmawiali, trzymając się za ręce, by po chwili pójść każdy w swoją stronę. Pod samym sklepem zasiadało natomiast towarzystwo kilku Turczynek w średnim wieku, sklepowa i jej przyjaciółki, wymieniając plotki i czekając na wymarsz turystów do autokaru, aby próbować im sprzedać chusty.
Tu akurat zdjęcie już poranne.
 Każdy, kto się zajmuje fotografią, ma w pamięci jakieś bardzo dobre zdjęcie, którego nie udało mu się zrobić. W moim przypadku była to sytuacja na przedmieściach Adrianopola. Blokowisko na piaszczystym wzgórzu, jakby żywcem wyjęte z mojego dzieciństwa, wczesnych lat osiemdziesiątych… Nagle spośród tych bloków wyjeżdża sobie facet na ośle, prowadząc krowę na postronku. Cóż, nie można mieć wszystkiego.

Na koniec krótki kurs języka tureckiego. Osiemdziesiąt - seksen.